1 lutego 2017

Wygrać życie

Wygrać życie

Od kilkunastu lat, co roku takie same postanowienia noworoczne. Pierwsze i najważniejsze to schudnąć, bo ileż można dźwigać taki ciężki bagaż i narażać swoje życie i zdrowie. Kolejne to ogarnąć czas, popracować nad systematycznością itp. itd. Jednak otyłość, która towarzyszy mi od zawsze to problem największy i najtrudniejszy do wykonania.

Życie i odkrycie…

Pewnie wielu z was pomyśli, cóż to za problem? Przestań się obżerać, rusz tyłek i po sprawie. Z tym ruszaniem tyłka to racja, ale z obżeraniem nie koniecznie… Jem dużo mniej niż moje szczupłe koleżanki. Nie lubię tłustego, rzadko kupuję słodycze, a moja otyłość jest duża – czytaj zagrażająca życiu. Można się przerazić prawda? Przez wiele lat nie potrafiłam zrozumieć jak to jest możliwe. Obwiniałam się, wylałam wiele łez i zastosowałam miliony diet.

Problem trochę się zmniejszał, ale nigdy nie zniknął. Pracowałam nad podwyższeniem samooceny, co w takich warunkach nie jest najłatwiejszym zadaniem. Plułam sobie w twarz, że jestem śmierdzącym, niekonsekwentnym leniem patentowanym. I nie powiem, że to nieprawda, ale okazuje się że problem tkwi zupełnie gdzie indziej.

Po pierwsze dziś już wiem, że przez te wszystkie lata moja insulina szalała w organizmie, robiąc ogromne spustoszenie i zamieniając w tłuszcz praktycznie wszystko co zjadałam. 3 mandarynki 1kg w górę, myśl o kawałku czekolady 1kg więcej. Gdybym w ten sposób potrafiła pomnażać choćby mamonę :), byłoby na te wszystkie dietetyczki.

Tak, tak, nawet nie jedząc, osoby chore na insulinooporność potrafią tyć. Przerąbane! No ale grunt, że już wiem co mi dolega. Dostałam nawet leki, które mają regulować poziom insuliny, więc pojawiło się małe światełko w tunelu.

Już! Teraz! Czary mary!

Mój drugi problem polega na tym, że stawiam sobie cel, np. chcę schudnąć 30kg i natychmiast chcę go osiągnąć. Paranoja! Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że motywując się do działania, powinnam pomyśleć o drodze, którą muszę przejść aby osiągnąć ten cel. Mało tego bardzo ważne, aby codziennie wyobrażać sobie jak ta droga będzie wyglądać, pamiętając o przeszkodach, które mogą się na niej pojawić.

Do tej pory w styczniu każdego nowego roku zapisywałam „chcę schudnąć”, „przechodzę na dietę”, „będę ćwiczyć” i od razu myślałam o finiszu. A tu Zonk! Aby ten cel osiągnąć, muszę pokonać bardzo trudną i wcale nie krótką drogę. Poza tym, żadna dieta, tylko zmiana stylu życia. Całkowite pożegnanie z cukrem, węglami prostymi i mlekiem krowim na przykład. Do tego umiarkowana, CODZIENNA dawka ruchu, bo przy IO (insulinooporności) ćwicząc zbyt intensywnie tyjesz.

Także sami widzicie sporo ostrych zakrętów i kilka ślepych ulic zaliczyłam w swoim życiu z powodu całkowitej niewiedzy. Ale teraz jestem mądrzejsza. Mało tego wyznaczyłam sobie swoje małe mety, coby bardziej myśleć o drodze, a nie o odległym w czasie celu. Pierwsza z nich to komunia Hani. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że wypada w ostatni weekend maja! Mam pełne 4 miesiące, na to żeby poczuć się w ten wyjątkowy dzień bardziej komfortowo niż dziś.

Na tapczanie leży….

Żeby to wszystko stało się faktem, muszę powalczyć ze swoim trzecim problemem czyli lenistwem. Ciągłym odpuszczaniem sobie i usprawiedliwianiem się. Bo właśnie konsekwencja w moim dążeniu do celu to podstawa. Realizacja planu mimo zmęczenia, brzydkiej pogody czy złego humoru. Bo żarty się skończyły. Tu chodzi i moje zdrowie, a nawet życie. Nie ma już miejsca na wymówki, czy odkładanie na jutro. Stwierdzenie „móc to chcieć” odeszło do lamusa, w moim życiu nie zadziała. Bo nawet jeśli mi się nie chce, to nie ma zmiłuj się. Muszę wygrać moje małe bitwy, żeby potem zwyciężyć wojnę. A stawka jest duża.

 

Nie pozostaje mi nic innego, jak poprosić Was o zaciśnięte kciuki. Pod koniec każdego miesiąca będę pisała podsumowanie moich poczynań i mam nadzieję, że za każdym razem będę mogła pochwalić się kolejnymi sukcesami. Przede mną długa, ale niezwykle ważna droga.

Metamorfoza na 6!

Metamorfoza na 6!

  • Little things

    Zatem trzymam kciuki – za Ciebie i za siebie (więcej ruchu, więcej samodyscypliny, dieta) – do lata mamy trochę czasu, wierzę, że damy radę 🙂 Uściski!

    • Dziękuję kochana! Bardzo mocno wierzę, że tym razem się uda 🙂